środa, 12 listopada 2014

Wyjechani

Czego to człowiek nie zrobi, by odetchnąć głęboko pełną piersią górskie czyste powietrze, nieskalane miejskim stresem? Właśnie. Zrobi wszystko. A przynajmniej my zrobiliśmy - Franek, Zbyszek i ja.
W planach wyjazd figurował od dawna, ale w międzyczasie Franko przeziębił się całkiem poważnie, więc pojawił się na horyzoncie blady i nieprzyjemny wariant spędzenia kilku dni wolnego w Warszawie oraz w chorobie. Warto zaznaczyć, że po kilku dniach obcowania z przeziębionym, i tata i mama się przeziębili. Trzeba było nagiąć trochę rzeczywistość przede wszystkim wmawiając sobie i wszystkim wokół, że chorobę możemy pokonać siłą woli oraz, że prognoza pogody nie musi być wiarygodna. 
I tak też wyjechaliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego. Spędziliśmy tam co prawda w sumie ok  dwa dni, ale było warto. 
Tak sobie czasem żyjemy.


Bodziec łaskotania jest tak silny i rozweselający, że aż niepokojący.


Nosiłam Franka w nosidle i chodziłam pod górę. Miałam miejskie buty, o płaskiej powierzchni, a gleba i skały były wilgotne.






Franek wstał bardzo wcześnie i obudził mnie. Spać więcej tego dnia nie moglam. 
Zbyszek spał. Ja obserwowałam Franka.























1 komentarz:

  1. Mam nadzieję, że w tym roku również uda się Wam wyjechać w piękne polskie góry i Franek będzie sobie hasał po halach :-)

    OdpowiedzUsuń