sobota, 23 listopada 2013

Pierwszy angaż i lektura ;)


Dzisiaj Frnaciszek pomagał mi w szydełkowaniu. Bardzo dzielnie pełnił rolę asystenta do spraw szpuli. Zbyszek udokumentował:)

Wieczorem, już nie pierwszy raz, wraz z Franuszkiem otworzyliśmy książkę "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lingren, którą Mary sprezentowała Frankowi, jeszcze kiedy był w brzuchu. Książka ta towarzyszyła przez całe dzieciństwo mnie i moim siostrom, Marysi i Antoninie. Pięknie ilustrowane przez Hannę Czajkowską wydanie kolekcjonerskie, jest reedycją wydania, z którym my, jako małe dziewczynki spędzałyśmy wieczory.

Otwieram ją dzisiaj i muskając wzrokiem litery, historie, ilustracje, muskam myślą swoją przeszłość. Słysząc swój głos, jednocześnie odtwarzam głos mojej mamy, która czyta imiona dzieci, mieszkających w Bullerbyn, w zagrodach: Północnej, Środkowej i Południowej. Nie pamiętam tego wizualnie, nie pamiętam sytuacji, tylko tę książkę i głos i to wszystko w ciepłej głębi. To chyba uczucie BLISKOŚCI...

Franuś z fascynacją obserwuje, jak przewracam strony, sam ogląda z pasją ilustracje, obraca książkę, przyglądając się co jakiś czas okładce i oczywiście stara się wytarmosić kartki, na razie, całe szczęście, nieskutecznie.

W takich momentach wytwarza się niesamowicie ciepła i błoga atmosfera. Te chwile nie trwają długo, wręcz kilka minut, a czasami są to sekundy, kiedy dziecko jest takie spokojne i skupione. Wtedy widzę, że poznaje coś dobrego, czuję, że jest mu dobrze i że czuje się bezpiecznie. Wiem, że to co się dzieje jest niepowtarzalne i dlatego chcę łapać te momenty, zapisywać przynajmniej kształty i kolory na wirtualnej kliszy.

Dobranoc!

Zdjęcia wieczorową porą zrobiła Mary, dzięki! :)

2 komentarze: