Tegoroczna zima nie daje się we znaki, przynajmniej w tradycyjnym znaczeniu tego powiedzonka. Dlatego też trudno było wyczuć magię świąt Bożego Narodzenia, spacerując po całkiem zielonym parku, w słoneczku. Jednak, kiedy zjechała się rodzinka, a w mieszkaniu zapachniało choineczką i pysznymi, tradycyjnymi potrawami postnymi, nie sposób było nie poczuć atmosfery pojednania i rodznnej bliskości, jaka towarzyszy co roku wigilijnej wieczerzy. Franeczek świętował z nami przy stole, co prawda nie raczył się wszystkimi potrawami, ale uczestniczył w dyskusjach. Ze względu na niego przyspieszyliśmy rozdawanie prezentów, bo Franusiowi znudziło się prawdopodobnie debatowanie i zaczął zieeewać. Zbyszek założył specjalnie przygotowaną przez starszyznę mikołajową czapę (w zeszłym roku było dosyć niestandardowo, prezenty rozdawała pomocnica Mikołaja - mama Urszulka, przyodziana w nakrycie głowy zrobione z czerwonej serwetki). Mikołaj był w tym roku wyjątkowo chojny, wiemy dla kogo - Franeczka.
Furorę na stole zrobił sernik Wandy.
Marysia z Frankiem przy śniadaniu:
Sylwestra spędziliśmy wraz ze znajomymi: Martą, Kubą, Hanią i Hugiem. Z tym, że te dwie ostatnie osoby przespały całą naszą wizytę. Są to bliźniaki, półroczne dzieciaczki Marty i Kuby - naszych znajomych. Początkowo Franek wczuł się w klimat imprezy i hasał po całym mieszkaniu, ale padł tuż przed godziną 00.00 i nie obudziły go nawet huczne wystrzały petard (w tym naszej jednej petardy wystrzelonej z balkonu, która miała być cicha, ale nie była). Rozmawialiśmy caaały czas. Główny temat - dzieci, więc, nawet jak ich nie było, bo spały, to... tak naprawdę były z nami cały czas! Posiedzieliśmy troszkę i w szampańskich nastrojach, baardzo zmęczeni wróciliśmy do domu. Z sylwestra niestety nie mamy żadnej pamiątki fotograficznej.
Warto wspomnieć o pierwszej noworocznej dalekobieżnej wycieczce Franka. Byliśmy w Wielkopolsce. Pierwszy przystanek w był w Lądzie - starym opactwie pocysterskim, którego najstarsze mury pamiętają XIII wiek! Teraz urzędują tam bracia Salezjanie, którzy prowadzą seminarium i generalnie sprawują pieczę nad całym zespołem zabytków (głównym specjalistą jest Dr Janusz Nowiński, który był moim wykładowcą sztuki nowożytnej na studiach). Chcieliśmy tam przenocować, ale nie udało się, ponieważ akurat był jakiś zjazd braci Salezjan, więc zabrakło miejsc. Przenocowaliśmy w Koninie, u Asi i Kuby, których swoją drogą planowaliśmy odwiedzić. Asia w brzuchu nosi małą fasolkę, która kiedyś będzie biegała po świecie, jak Franek. Zostaliśmy ugoszczeni bardzo ciepło w ślicznym domku na skraju miasta. Franek był zachwycony!
Następnego dnia odwiedziliśmy całą gromadą Ląd nad Wartą i tak dla kontrastu postanowiliśmy zobaczyć Licheń.
Franek bardzo dzielnie walczył ze swoją dziką naturą hiperaktywnego dziecka w foteliku, chociaż nie zawsze mu to wychodziło. Staraliśmy się nie spędzać za wiele czasu w samochodzie. Przed wyjazdem zwiedziliśmy pobliski las, gdzie Franek sprawdzał korę.
Taki mieliśmy początek roku 2014. Szczęśliwego!;]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz